![]() |
|
Strona
główna
Wskazówki do medytacji.Przeczytaj
też "Fukanzazengi
- Uniwersalne poparcie zasad zazen" Eihei Dogen Zenji
Utrzymywanie uwagi. Czas i miejsce.
Wybierzmy
czas i miejsce, w którym poczujemy się spokojnie i swobodnie. Nie
narzucajmy sobie jednak konkretnych godzin o których MUSIMY medytować i
basta. Nie zakładajmy ram czasowych medytacji bo inaczej podświadomie będziemy
liczyli upływ czasu zamiast skupić się na samej medytacji. Medytacja ma
być czynnością naturalną, po prostu siadamy i robimy to. Ważne byśmy
nie byli niepokojeni przez osoby postronne, by nie przeszkadzały hałasy
lub inne dźwięki na przykład z radia, telewizora, które odciągają uwagę
od medytacji. Jeśli jest to pomieszczenie, to dobrze by było jasne i nie
zagracone nadmierną ilością sprzętów, które jedynie zabierają
przestrzeń i przytłaczają. Równie ważny jest czas. Na początku niezbyt
dobrze jest medytować ze świadomością czekających obowiązków domowych
czy też zawodowych. Lepiej jest zarezerwować sobie okres - powiedzmy
wczesnym rankiem lub wieczorem po pracy - gdy rzeczywiście możemy poświęcić
pełną uwagę praktyce, ale oczywiście nic na siłę. Jeśli chodzi o
jedzenie to na przykład tradycyjny tekst o zazen (medytacja w stylu zen) „Fukanzazengi”
zaleca by nie jeść zbyt dużo i zbyt mało. Pełny żołądek rozleniwia,
zatem po sutym posiłku powinno się raczej uciąć drzemkę niż zasiadać
do medytacji. W drugim przypadku należy pamiętać, że mózg potrzebuje
ogromnych ilości energii by poprawnie funkcjonować tak, więc niedożywienie
powoduje, iż stajemy się otępiali, ciało i umysł tracą swą moc i
duchową energię. W rzeczy samej problem leży raczej w jakości pożywienia,
można bowiem jeść mało, a jednak dostarczać wszelkich niezbędnych
organizmowi składników to tylko kwestia świadomego doboru odpowiedniego
menu. Umiar ponadto jest zalecany we wszystkim, nie na darmo przecież nauki
Buddy zwane są drogą środka. Każdy musi sam znaleźć odpowiedni punkt równowagi
we wszystkich czynnościach, czy to będzie sen, seks, ćwiczenia fizyczne
lub odpoczynek. Tak zresztą działa cały ożywiony świat i jeśli chcemy
być z nim w zgodzie to musimy najpierw zharmonizować własne ciało i umysł. Pierwsze
medytacje nie muszą być długie, wystarczy piętnaście minut ważne
jedynie by odbywały się regularnie. Medytacja powinna być szczera,
przeprowadzana w granicach czasu bez popadania w rutynę. To znaczy do każdej
musimy podchodzić jakby była tą pierwszą z umysłem nie skażonym
nawykami wyrobionymi w czasie wcześniejszych medytacji. Jeśli w czasie
poprzednich medytacji wydało nam się, że coś osiągnęliśmy to podczas
następnych musimy o tym zapomnieć, nie dążyć do zapamiętanego stanu,
który wcale nie musi być czymś szczególnym lub prawidłowym. Chodzi tu,
bowiem o badanie i odkrywanie, a nie ćwiczenie którego powtarzanie
rozwinie w nas oświecenie. Oświecający wgląd nie jest mięśniem którego
można wytrenować... Tylko taka praktyka przyniesie spokój, będzie
rozwijać się prawidłowo i naturalnie. Do
rozwijania spokoju potrzebna jest postawa stabilna i rozluźniona, ale nie
na tyle by powodować senność czy marzenia na jawie. Stabilność wymaga
pewnego wysiłku, dzięki któremu jesteśmy uważni natomiast pewien stopień
rozluźnienia i wygody zapewnia poczucie spokoju. Taka jest właśnie
postawa siedząca. Możemy usiąść na krześle (jak Budda Przyszłości
– Majtreja), najlepiej bez oparcia, ważne by plecy utrzymywane były
prosto bez nadmiernego napięcia. Możemy
też spróbować tradycyjnych pozycji lotosu jak na rysunkach poniżej.
Rys.1
i 2 Zaczynając od lewej
Pozycje te na początku wyglądają i są niezbyt niewygodne, ale z czasem dostarczą unikalnej równowagi rozluźnienia i stanowczości, która zadowala umysł, nie męcząc ciała.
Rys.3 Ułożenie dłoni
Bolące nogi Trudno,
trzeba to przetrwać. Uczeń
przyszedł do swojego nauczyciela ze skargą: "Moja medytacja jest
okropna! „Trening
czyli mistrza” nogi będą początkowo boleć, trudno. Można popróbować
innych, wygodniejszych pozycji lub zignorować ból i bardziej, uczciwie
skupić się na oddechu. Gdy umysł przestaje jakąś cząstką łapać się
bolących nóg i naprawdę uczciwie postrzega oddech to po pewnym czasie w
ogóle przestaje się odczuwać ciało. Po jakim czasie? Tego nie wiem,
nigdy nie mierzyłem czasu. Nogi bolą dopiero po medytacji :) Oddech Pisząc
o naturalnym oddechu mam na myśli oddychanie przeponowe, czyli takie płynące
z dolnej części brzucha, którego zazwyczaj też trzeba się nauczyć. By
taki oddech stał się naturalny niestety trzeba go wcześniej poćwiczyć.
Możemy to zrobić w prosty sposób – kładziemy dłoń na dolnej części
brzucha a następnie staramy się w taki sposób oddychać by czuć jego
uniesienia i opadanie w rytm wdechu i wydechu. Jednocześnie musimy
kontrolować mięśnie klatki piersiowej by pozostały nieporuszone. Oddech
musi być w miarę głęboki i niezbyt szybki, wydech wolniejszy od wdechu
tak by usunął z płuc możliwie jak najwięcej zużytego powietrza. Teraz
musi nastąpić krótka przerwa jako wyraz wewnętrznego odprężenia i
uspokojenia. Sposób
oddychania jest naprawdę bardzo ważny i to nie tylko w buddyjskiej
praktyce medytacji. Medycyna utożsamia oddech z życiem i nic dziwnego
skoro jest podstawą prawidłowego funkcjonowania organizmu. Oddech nie
tylko dostarcza niezbędny do życia tlen, ale w dodatku ma ogromne
znaczenie w poniższych procesach:
Rytm
i szybkość oddychania zmieniają się pod wpływem emocji. Inaczej oddycha
człowiek przestraszony czy zdenerwowany inaczej odprężony i zamyślony.
Na podstawie sposobu oddychania możemy z jednej strony wnioskować o stanie
psychiki, a z drugiej przez świadome sterowanie oddechem możemy wpływać
na stan ducha i funkcjonowanie organizmu. W
Tybecie odpowiednie opanowanie technik oddechowych pozwalało mnichom
medytować na śniegu czy biegać godzinami po skądinąd wysokich górach i
nie było to przejawem jakiś cudownych sił a jedynie wiedzą i dyscypliną
nabytą w procesie poznawania samych siebie. Powróćmy
jednak do medytacji, skupmy swoją uwagę i zacznijmy przesuwać ją wzdłuż
ciała badając po drodze wszelkie doznania. Jeśli odczuwamy gdzieś napięcie
to zauważmy go i spróbujmy rozluźnić, czujemy gdzieś mrowienie, może
nagle coś zaczęło swędzieć lub gdzieś czujemy uwieranie?. Wszystko to
musimy zauważyć. Odczuwajmy
ciepło, pulsowanie krwi w takt bicia serca, dotyk a nawet ciężar ciała.
Jeśli pojawią się jakieś myśli, wątpliwości czy marzenia nie podążajmy
za nimi, niech przepłyną niczym obłoczki na niebie, których nie da się
złapać. Zamiast
tego skupmy się bardziej na ciele, badajmy cały czas odczucia, a nawet
brak takowych, to, bowiem też można zauważyć. Takie stale utrzymywane
badanie jest nazywane uważnością (sati) i jest jednym z podstawowych narzędzi
medytacji wglądu. Świadomość
oddechu. Zamiast
na ciele możemy skupić swą uwagę na oddechu. Możemy odczuwać strumień
powietrza przepływający przez nozdrza i dalej do przepony. Można skupić
się tylko na jednym punkcie lub odczuwać całość oddechu. Nie chodzi tu
jednak o uświadamianie sobie, że „ja oddycham” raczej o nastawienie w
stylu „istnieje oddech”. Jeśli skupiamy się na przeponie to właśnie
tam należy umieścić swoją świadomość. Trudno to wytłumaczyć bo
przecież nasze zwykłe doświadczenie mówi, że świadomość jest w głowie,
a jednak jest to możliwe. Przypomnijcie sobie jakiś dobry, wciągający
film obejrzany w kinie, gdzie była wtedy wasza świadomość? Czy nie wciągnęła
jej akcja rozgrywająca się na ekranie, może wcieliła się w jednego z
bohaterów. Nie jest to może najlepszy przykład, ale trudno mi to inaczej
wytłumaczyć. Należy
być świadomym swego oddechu i obserwować go z takim zaangażowaniem jakby
był laboratoryjną myszą w trakcie ciekawego doświadczenia które ma ją
lada chwila zmienić w smoka, a my nie chcemy przegapić tego momentu. Jeszcze
o samym oddechu - ma on właściwości uspokajające i rozluźniające,
dlatego ważne jest zachowanie czujności, kontrolowanie i prostowanie swej
postawy. Umysł początkowo zapewne będzie błądził, musimy, więc to
zauważyć i znowu skupić się na oddechu. Nie jest to łatwe w początkowym
okresie praktyki mamy, bowiem tendencje do łatwego rozpraszania swej uwagi
lepiej, więc podzielić praktykę na kilka krótkich sesji. W przerwach można
zrobić kilka głębokich wdechów i skupić swą uwagę na ciele. Jeśli już
naprawdę nie możemy się skupić to lepiej wstać i wykonać kilka ćwiczeń
fizycznych niż zmuszać się do dalszej praktyki. W
całym procesie postrzegania oddechu ważne jest by nie popadać w trans,
umysł musi być na tyle czujny by zauważyć takie zjawisko, należy
niejako obserwować oddech i jednocześnie własną obserwacje – trudno to
opisać i chyba każdy musi do tego dojść sam. Nie należy tez walczyć z
pojawiającymi się myślami, wystarczy je zauważyć a po pewnym czasie
znikną same jak przekłute bańki mydlane. Wszystko, co pojawi się w umyśle
musi być zauważone i puszczone w tej samej chwili. Po
pewnym czasie praktyki to puszczanie myśli będzie odbywało się bez żadnego
wysiłku. Jeszcze później pojawiające się myśli nie będą w ogóle nam
przeszkadzać, będziemy odczuwać ich delikatny ruch, ale ich sens nie będzie
docierał do świadomości. Na dalszym etapie pozostanie sama świadomość
oddechu, a jeszcze dalej i to zaniknie pozostanie tylko oddech, cały wszechświat
będzie oddechem, który wpada w pustkę. Odczucie tej pustki, tej
przestrzeni może początkowo nie być zbyt przyjemne, (jeśli traktować
takie zjawiska w kategoriach przyjemne-nie przyjemne) To jakby odczucie
swobodnego spadania, jakby wszystkie atomy ciała, (którego w tym momencie
i tak się nie czuje tylko świadomość pamięta, że ono jest) rozprysły
się na wszystkie strony. Należy zignorować takie odczucia nie przestraszyć
się i nie upajać się tym lub podobnym odczuciem. Po pewnym czasie, a może
w tej samej chwili (trudno powiedzieć) pojawi się ulga granicząca niemal
z radością, wynika ona z chwilowego uwolnienia się od naszego „ja”.
Mogą pojawić się też przebłyski zrozumienia natury rzeczywistości, które
również wyzwalają radość. Trudno to wszystko jednak opisać. W trakcie
wszystko jest jasne - po medytacji trudno znaleźć słowa opisujące to, co
się zrozumiało. Teoretycznie
należałoby ciągle pogłębiać owo zrozumienie poprzez kolejne stopnie
wglądu aż do oświecenia to jednak wykracza poza moje doświadczenie i
poza zakres tematyczny tej skromnej publikacji. Cały
ten proces jest bardzo długotrwały, nie wiadomo nawet czy uda się dotrzeć
do końca w ciągu jednego życia, bowiem po drodze czyha na nas wiele pułapek
i przeszkód. W czasie medytacji może pojawić się Rozproszenie, które
sprawia, że umysł nie potrafi się skoncentrować tylko skacze od jednej
myśli do drugiej. Aby temu zapobiec musimy wybrać odpowiednie czas i
miejsce tak jak to opisałem wcześniej. Powinniśmy tez przed sesją unikać
zbyt dużej aktywności fizycznej i umysłowej. Drugą
przeszkodą jest ospałość lub senność, która napływa niczym mgła
zaciemniając umysł. Musimy ją zauważyć i wzmocnić koncentrację na
oddechu czy ciele. Można też zrobić sobie przerwę jednak bez poddawania
się rozmyślaniom o sprawach codziennego życia. Trzecią
przeszkodą jest rozprężenie. Jest to zjawisko dość podstępne, bo
wydaje nam się, że umysł jest spokojny, ale zarazem bierny. Może to być
nawet przyjemne rozluźnienie, ale jeśli pomyli się go z właściwą
medytacją to będzie jedynie stratą czasu. Praktyka
medytacji powinna być wykonywana codziennie aż umysł stanie się
stabilny, spokojny i nie będzie targany zbędnymi myślami. Wtedy to możemy
przenieść praktykę na inne aspekty życia i utrzymywać czysty stan umysłu
przez cały dzień, a nawet podczas snu. Prócz
takich oczywistych przeszkód mogą się pojawić bardziej subtelne pułapki
takie jak poczucie dumy i samozadowolenie z dobrze przeprowadzonej praktyki. Możemy
błędnie myśleć, że jesteśmy naprawdę dobrzy w medytacji. To błąd,
kto jest dobry?. To tylko nasze Ego. Generalnie
wszystko, co ma kontekst „Ja” jest pułapką. Należy mieć tego świadomość
i dzięki uważności rozpoznawać takie zjawiska czy też myśli. Istnieje
jeszcze wiele innych technik medytacyjnych, których nie będę opisywał, a
jedynie zasygnalizuję ich istnienie. Generalnie każda czynność może być
zmieniona w medytację zależy to tylko od naszych intencji lub właściwie
ich braku. Jeśli czynimy coś dla samego działania z pustym umysłem nie
skażonym myśleniem o celu wykonywanych czynności to może to przemienić
się w medytację. Buddyści różnych szkół praktykują kilka rodzajów
czynności medytacyjnych. Na przykład śpiew, chodzenie, pokłony,
powtarzanie mantry. Wszystko to, gdy wykonywane jest w skupieniu i bez
poczucia „Ja” staje się medytacją w czasie, której praktykujący doświadcza
samego umysłu. Jest
jeszcze jedna medytacja, którą warto stosować w czasie urlopu czy
wycieczek na łono przyrody. Na pewno pozwoli nam ona pełniej przeżywać
to, co dzieje się wokół nas. Jest
to Medytacja Czystego Umysłu. Wymaga
tylko odwrócenia naszej uwagi z myśli na to, co dzieje się na zewnątrz.
Bycia świadomym tego, co dzieje się w danym momencie bez oceniania i
nadawania znaczeń. Jest to umysł z chwili na chwilę. Słyszy on szum
drzew, śpiew ptaków, przelatujący samolot czy dzieci bawiące się gdzieś
w pobliżu. Taka
medytacja pozwala w pełni i świadomie przeżywać każdą chwilę. To
kontakt z czystą rzeczywistością, która ostatecznie też jest umysłem.
To życie, które przepływa przez nas, a nie gdzieś bokiem, podczas gdy my
oddajemy się rozmyślaniom o przyszłości czy przeszłości. Na
koniec wspomnę jeszcze o leczniczych aspektach medytacji. Współczesna
medycyna zaczyna zauważać, że człowiek to nie tylko mechanizm, który
trzeba naprawiać, gdy się zepsuje, to też umysł, który ma niebagatelny
wpływ na działanie tegoż mechanizmu. Coraz częściej światlejsi lekarze
zalecają różne techniki relaksacji jako terapię pomocnicza w
schorzeniach wywołanych stresem. Poglądy
buddyjskie idą jeszcze dalej, według nich każda choroba ma przyczynę w
umyśle i to właśnie umysł w pierwszej kolejności należy leczyć. Ma to
sens i nawet w naszej kulturze zdarzają się przypadki wyleczenia dzięki
sile umysłu i głębokiej wierze. Niestety większość z nas nie ma na
tyle silnego wglądu bądź wiary by całkowicie zdać się na metody samo
uzdrawiania. Niemniej jednak techniki medytacyjne mogą być bardzo pomocne
zwłaszcza w niwelowaniu skutków stresu. Relaksacja
z zastosowaniem medytacji przynosi następujące efekty.
Najczęściej
stosowana lecznicza medytacja polega na wizualizacji uzdrawiającego światła.
Wyobraźmy
sobie, że na wysokości głowy w odległości pół metra przed nami świeci
jasne, czysto białe światło- źródło wielkiej duchowej mocy. Każdym
wdechem wciągamy jego promienie do wnętrza ciała. Światło stopniowo
rozprzestrzenia się na cały organizm, przenika wszystkie narządy a nawet
skórę. Dociera do każdej komórki, oczyszcza ją z toksyn i naprawia. Można
też skierować światło w konkretne chore miejsce, niech cała energia
skupi się w tym miejscu. Następnie wyobraźmy sobie i poczujmy jak z
chorego miejsca znika ból, i powraca ono do swego pierwotnego zdrowego
stanu. Utrzymujmy tą wizję tak długo, jak długo będzie przyjemna. Samo
oczyszczające działanie światła to nie wszystko, toksyny i resztki
chorych komórek muszą zostać usunięte z wydechem. To też musimy sobie
wyobrazić. Światło, które unosi z sobą cały bród staje się
ciemniejsze, przytłumione. Ulatuje wraz z oddechem i rozpuszcza się w
przestrzeni. Więcej
takich i innych, bardziej konkretnych medytacji można znaleźć w
literaturze na przykład w książce „Uzdrawiająca Moc Umysłu”
autorstwa Tybetańskiego Lamy Tulku Thondup. Jeśli zaś chodzi o medytacje
w buddyjskiej praktyce oświecenia to polecam znaleźć dobrego nauczyciela.
Na końcu książki podaję adresy wspólnot buddyjskich (różnych
tradycji) z całego kraju gdzie można udać się po poradę lub na kursy
czy odosobnienia medytacyjne. Podsumowując:, Jeśli weźmiemy szklankę wody ze stawu i będziemy w niej mieszać łyżeczką to woda będzie mętna, gdy natomiast zostawimy szklankę w spokoju to po pewnym czasie osad opadnie a woda zrobi się krystalicznie czysta. Tak właśnie działa medytacja.
Archiwum wiadomości 2008 rok | 2007 rok | 2006 rok |
|