Amitaba - Buddyzm, Dharma, Nirwana
Strona Główna > Teksty inne >Gakudo Yojin Shu
ZBIÓR INSTRUKCJI DO
PRAKTYKOWANIA I STUDIOWANIA DROGI
Komentarze dopisano na podstawie wykładów Czcigodnego
Kanzena
Są to jedynie krótkie notatki w których nie sposób oddać
bogactwa informacji przekazywanych w trakcie kilkugodzinnych wykładów i myślę,
że takimi powinny pozostać. Mam nadzieję, że te „gotowce” pozwolą
bardziej skupić się na wykładach (które zapewne odbędą się jeszcze
niejeden raz) niż na zapisywaniu informacji.
Wstęp pochodzi ze strony sanboin.mahajana.net
GAKUDO YOJIN SHU jest
osobnym tekstem nauk Dogena Zenji, które zostały wygłoszone na wiosnę 1234
roku kiedy wybudowano klasztor Koshoji i na dwa lata przed otwarciem w Koshoji
tzw. Sodo – pierwszej sali klasztornej do medytacji zen w Japonii. Tekst jest
bardzo szczególny, ponieważ daje rady w jaki sposób prawidłowo praktykować
Dharmę Buddhy, jak należy rozumieć w ogóle praktykę i osiągnięcie oświecenia.
Całość składa się z dziesięciu rozdziałów w trzech częściach. Pierwsza
i druga część mają po trzy rozdziały, trzecia część ma cztery rozdziały.
Każdy z rozdziałów nosi osobny tytuł. Dogen Zenji nie wygłosił całości
Gakudoyojinshu, ale uczynił to przy trzech różnych okazjach. Jak wiemy z
zapisu w tekście pierwsza część byłą wygłoszona w marcu, a druga w
kwietniu. Trzecia część nie nosi żadnej daty i można założyć iż została
wygłoszona również w odstępie jednego miesiąca. Niektóre fragmenty tekstu
w dalszych rozdziałach zawierają również uwagi na temat praktyki mnichów
zen.
W Japonii i w Chinach zen
był praktykowany głównie przez mnichów. Obecnie na Zachodzie i w Polsce, gro
praktykujących zen, to ludzie świeccy. Instrukcje udzielane mnichom, nie
zawsze są odpowiednie dla ludzi świeckich, ale ci, którzy myślą o oddanej
praktyce Dharmy, mogą również zastosować i wykorzystać te instrukcje w
odpowiedni sposób.
W tym tłumaczeniu
przedstawiamy trzy pierwsze rozdziały z pierwszej części Gakudoyojinshu, które
wygłoszone były 9 marca 1234 roku. Dopiero miesiąc później pojawiły się
trzy kolejne rozdziały. Nauki zostały wygłoszone do małej grupy uczniów
zdeterminowanych, by praktykować Prawdziwą Dharmę i zgromadzonych w
niewielkim jeszcze klasztorze Dogena Zenji.
Są to w rzeczywistości
instrukcje bezpośrednio udzielane w praktyce, dlatego różnią się w pewnym
sensie od nauk Dharmy dawanych w bardziej uczony sposób, który przy innych
okazjach Dogen Zenji również stosował. W tym zbiorze ukazał bardzo
bezkompromisowe podejście do takich nauk jak Bodhicitta i praktyka, z typowym
dla jego stylu krytycznym spojrzeniem na niekonsekwencje i błędy jakim ulegają
praktykujący Dharmę, kiedy pełni są uczonych nauk, ale ich umysły wypełnione
są negatywnymi, błędnymi i złudnymi pojęciami.
Sam tekst nie jest łatwy
w zrozumieniu i wymaga znajomości komentarzy oraz wytłumaczenia trudniejszych
fragmentów. Dodatkową trudność stanowi specyficzny język używany przez
Dogena Zenji, który w niektórych momentach jest niezwykle wysublimowany. Tłumaczenie
zrobione jest z oryginału i starałem się utrzymać jego oryginalne brzmienie
i formę na tyle, na ile było to możliwe. Pełne tłumaczenie na język
angielski znajdzie czytelnik w książce Yuho Yokoi „Zen Master Dogen”
wydanej w 1976 roku.
Wstęp pochodzi ze strony
sanboin.mahajana.net
Ze swej strony dodam,
że w Soto Zen istnieją przynajmniej trzy teksty które stanowią fundament
nauk, są to:
Shushogi
(Siusiogi) – Traktat o praktyce i oświeceniu
Gakudo
Yojin Shu – Omawiany poniżej
Fukan
Zazengi – Ogólne zalecenia do praktyki zazen
Taki zbiór nauk nie jest oczywiście przypisany tylko i wyłącznie do Soto Zen, ale jest wspólny dla wszystkich szkół mahajany, różne są jedynie sposoby przekazywania.
Źródłosłowie
(Jap.
Po prawej znaki kanji )
Gaku –
oznacza studiować, ale też stosować to, co się studjuje.
Do –
oznacza drogę.
Yojin
– oznacza nauczanie, instrukcje, uwagi, pouczenia.
Shu
– zbiór.
Czyli:
GAKUDO
YOJIN SHU
ZBIÓR
INSTRUKCJI DO PRAKTYKOWANIA I STUDIOWANIA DROGI
CZĘŚĆ
PIERWSZA
Potrzeba
przebudzenia Bodhicitty, Umysłu Oświecenia – Bodhi
Bodhicitta
znana jest pod wieloma nazwami, ale wszystkie one odnoszą się do jednego umysłu
Buddy.
Aby
wszystko było jasne wyjaśnię terminy występujące w powyższym fragmencie
tekstu:
Bodhicitta
jest umysłem poszukującym oświecenia, którego motywacją w tych
poszukiwaniach jest współczucie dla wszystkich odczuwających istot. Taki umysł
nie pragnie niczego dla siebie i nie zatrzymuje dla siebie żadnej, najmniejszej
nawet zasługi, wszystko ofiarowywane jest innym istotom. Bodhicitta oznacza, że
jeśli poszukujemy oświecenia to nie mamy na myśli samego siebie, ale
wszystkie inne istoty. Oświecenie jest tylko narzędziem, dzięki któremu będziemy
mogli pomagać innym w jego osiągnięciu i tym samym wyzwolić wszystkich od
cierpienia. Bez Bodhicitty nie jest możliwe praktykowanie Mahajany i Ekajany,
bez owego elementarnego współczucia (lub inaczej – współodczuwania)
nie jest możliwa praktyka na ścieżce nadzwyczajnej. Bodhicitta nie oznacza,
że rozumiemy, iż powinniśmy współczuć lub, że czasami odczuwamy współczucie,
a w międzyczasie postępujemy tak, jak nam dyktuje nasze własne ego.
Bodhicitta oznacza myślenie w kategoriach innych istot np. jeśli pojawia się
głód to nie jest to nasz głód i rączki nie wyciągają się po jedzenie,
ale pierwszą myślą jest, kto jest głodny wokół nas? Nas po prostu nie ma,
są za to wszyscy inni których postrzegamy jak siebie samego. I tak jest ze
wszystkim innym. To jest nazywane pustką.
Umysł
Buddy natomiast oznacza oświecenie.
Jak
już wspomniałem Bodhicitta jest fundamentem praktykowania wyższej, nadzwyczajnej
ścieżki buddyjskiej i nawet, jeśli ktoś praktykuje na poziomie hinajany
to i tak prędzej czy później zetknie się z bodhicittą, która jest właściwością
Umysłu Buddy. Bez Bodhicitty nie ma pełnego oświecenia.
W
praktyce rozróżniamy dwie podstawowe ścieżki:
Zwyczajną, – której celem jest osiągnięcie lepszego odrodzenia w
dobrych warunkach materialnych lub nawet w tzw. „Niebiańskich światach”
gdzie warunki życia są nieporównywalnie lepsze od tych, których doświadczać
możemy na ziemi. Tak, więc celem tej ścieżki jest osiągnięcie korzyści
w samsarze, nie prowadzi ona do oświecenia.
Nadzwyczajną, – w której skład wchodzi zarówno Hinajana
nastawiona na osiągnięcie indywidualnego oświecenia jak i Mahajana,
w której poszukujemy oświecenia nie dla siebie, ale dla wszystkich
odczuwających istot. W skład tej ścieżki wchodzi również Ekajana
(jeden, niepodzielny wóz) lub inaczej Buddhajana ( Zen, Dzogczen,
Mahamudra, Joga tantra)
Patriarcha Nagardżuna powiedział: „Tylko sam umysł, który postrzega świat nietrwałości narodzin i śmierci, jest także nazywany Bodhicitta”. Dlaczego oparcie na tym umyśle, powinno być działaniem Bodhicitty? W momencie ujrzenia w pełni nietrwałości, umysł jaźni ja nie rodzi się, ani nie powstaje myśl sławy i zysku, a odczucie lęku z powodu niezwykle szybko [mijającego] czasu, powoduje, że praktykujesz Drogę tak, jakbyś ratował głowę, która stanęła w płomieniach.
Ten
fragment wyjaśnia, kiedy, w którym momencie pojawia się prawdziwa Bodhicitta,
mianowicie wtedy, gdy DOŚWIADCZYMY NIETRWAŁOŚCI wszystkiego, co istnieje w
samsarze. Specjalnie uwypukliłem słowo „DOŚWIADCZYMY”, bowiem nie
chodzi tu o zrozumienie czy też wyobrażanie sobie, że rozumiemy nietrwałość,
ale właśnie o doświadczenie i pewność, że wszystko tutaj jest nietrwałe i
tym samym wszystko, do czego lgniemy przynosi ostatecznie cierpienie. Takie doświadczenie
sprawia, że w jednym momencie przestają nas interesować i absorbować sprawy
tego świata. Nie musi to być miłe doświadczenie, bo jest ono taj jakby
porzuceniem całej naszej dotychczasowej tożsamości, która składa się z
wielu elementów takich jak myśli, uczucia, poglądy, otoczenie, rzeczy
materialne (np. ciało). Nagle okazuje się, że to wszystko jest niewiele warte
i w dodatku nieprawdziwe. Po takim doświadczeniu przestaje interesować nas świat
samsary, przestajemy wreszcie go chwytać i utrwalać poprzez nawykowe reakcje.
Przestajemy wreszcie podążać za złudnymi i nigdy nie dającymi pełnej
satysfakcji pragnieniami, za:
Sławą
i władzą
Zyskiem,
bogactwem
Seksem
Jedzeniem
Snem
Czyli
tymi pragnieniami, które były motorem działania w całym naszym
dotychczasowym życiu.
Oczywiście
nie znaczy to, że wycofujemy się gdzieś tam do Puszczy Białowieskiej i żyjemy
z żubrami w trawie puszczy, że porzucamy rodzinę, przyjaciół itd. Chodzi
raczej o to, że zwykłe zjawiska i nasze pragnienia przestają być na
pierwszym miejscu, przestają kierować naszym postępowaniem w życiu, że
wreszcie przestaje pojawiać się ZWYKŁY UMYSŁ i tym samym przestajemy utrwalać
samsarę przez łapanie się zjawisk i ich odpychanie (lubię, nie lubię, obojętność).
Doświadczenie
nietrwałości zjawisk sprawia, że doświadczymy tak zwanych Czterech Pieczęci
Dharmy.
Zjawiska
są nietrwałe.
Postrzeganie
prowadzi do cierpienia.
W
żadnych zjawiskach nie ma jaźni.
Ostatecznym
uwolnieniem od cierpienia jest oświecenie.
Doświadczenie
nietrwałości sprawia też, że wreszcie dociera do naszej świadomości fakt,
że czas nie czeka na nikogo, że tak naprawdę nie mamy czasu na zabawianie się
samsarą. Nikt nie wie, kiedy umrze, nie wiedzieli tego też hodowcy gołębi,
którzy 28 stycznia 2006 zginęli w hali Międzynarodowych Targów Katowickich.
Na pewno nie poszli tam by umrzeć i na pewno mieli też wiele planów na przyszłość
- tą, która dla nich nigdy nie nadejdzie.
Jeśli
ktoś aspiruje do praktykowania wyższej ścieżki buddyjskiej to musi zrozumieć,
że tak naprawdę nie ma żadnego jutro, nie ma czasu i prawdziwą praktykę
należy rozpocząć teraz z taką intensywnością „jakby głowa stanęła
w płomieniach”
Jeśli widzisz ograniczenia ciała i życia, wówczas wytężysz się, jakbyś stanął na palcach. Nawet, jeśli usłyszysz pochwalne wołanie Kinnary i głos śpiewu Kalawinka, będziesz się czuł, jakby wieczorny wiatr powiał po twoich uszach. Nawet, jeśli zobaczysz twarz tak piękną jaką miała Mosio czy Seisi, nie będzie to przeszkodą dla twojego oka, podobnie jak poranna rosa. Kiedy wyzwolisz się od więzów dźwięku, koloru i formy, czyż nie będziesz naturalnie w zgodzie z zasadą umysłu Drogi?
Dogen
wspominając o staniu na palcach nawiązuje do pewnej znanej na wschodzie
historii o Buddzie Siakjamunim. Chodzi mianowicie o to, że według przepowiedni
to nie Siakjamuni miał pojawić się na świecie w tej erze, ale Budda Majtreja
jednakże mistrz, który uczył obydwu przyszłych Buddów zauważył, że to
Siakjamuni ma większy potencjał, choć nie urzeczywistnił jeszcze w pełni
swej natury. Mądry nauczyciel postanowił sprowokować to urzeczywistnienie i w
tym celu wymyślił, że wykorzysta wielkie zaufanie i przywiązanie
Siakjamuniego do siebie, jako swego nauczyciela. Pewnej, więc nocy, po cichu
opuścił miejsce gdzie przebywał ze swym uczniem i nie pokazywał się
Siakjamuniemu przez cały tydzień. Wyobraźcie sobie jak zrozpaczony był
przyszły Budda szukając wszędzie przez siedem dni swego wspaniałego,
ulubionego nauczyciela. Wreszcie mistrz postanowił pokazać się Siakjamuniemu
i rankiem wynurzył się zza horyzontu w przepięknej formie Sambogakaji. Budda,
który przez siedem dni bez snu bezskutecznie poszukiwał mistrza ujrzał
wreszcie jakiś ruch na horyzoncie i by lepiej widzieć wspiął się na palce w
nadziei, że będzie to jego wytęskniony nauczyciel. Faktycznie był to mistrz
w tak przepięknej formie, że Siakjamuni z wielkiego zachwytu natychmiast wszedł
w stan samadhi cały czas stojąc na palcach. Stał tak w tym stanie przez następnych
siedem dni i tym samym zrealizował swoją naturę Buddy.
Tak,
więc Dogen przykładem tej historii pokazuje jak wielki trzeba zrobić wysiłek
w praktyce. Ten wysiłek dla kogoś, kto doświadczył nietrwałości i widzi
jasno ograniczenia świata i życia w nim będzie zresztą najzupełniej
oczywisty i naturalny.
Dalsza
część tekstu wskazuje pułapki, w które może wpaść osoba naprawdę mocno
praktykująca, chodzi mianowicie o to, że w stanach samadhi mogą ukazywać się
nam różne dziwne i piękne zjawiska, w przykładzie jest to niezwykła istota
niebiańska Kinnara, która w niezwykle kuszący sposób wychwala praktykującego.
Drugim przykładem jest śpiew boskiego ptaka Kalawinka którego głos jest
niezwykle piękny i urzekający. Następnie Mistrz Dogen wspomina dwie słynne
piękności ze starożytnych Chin – Mosio i Seisi których piękne twarze
mogą objawić się w stanach samadhi. Ze swej strony dodam, że słyszałem
opowieści o praktykujących będących pod wpływem kultury zachodu, którym
ukazywała się postać... Jezusa lub Maryi Dziewicy. Świadczyć by to mogło o
tym, że te wszystkie piękne zjawiska nie są niczym innym jak projekcjami
naszego własnego, zwykłego umysłu, który cały czas oczekuje jakiejś
gratyfikacji. Tak też zresztą poleca traktować te „objawienia”
Mistrz Dogen - jak „poranną rosę lub wieczorny wiatr, który powiał po
twych uszach”, kto zwraca uwagę na powiew wiatru, czy rosę? Takie
zjawiska bezwzględnie należy zignorować i w żadnym przypadku nie lgnąć do
ich, bo objawiają się one jako efekt naszych silnych pragnień, a szczególnie
pragnienia by doświadczyć jakiejś namacalnej formy urzeczywistnienia.
Takie
lub inne dziwne zjawiska pojawiają się oczywiście przy naprawdę silnej
praktyce, takiej „ jakby głowa stała w płomieniach” w momentach
samadhi, gdy rozpuszcza się Pięć Skadh
Forma
Zmysły,
wrażenia
Myśli
Wola
Świadomość
Rozpuszczaniu
każdej skandhy towarzyszy po 10 stanów samadhi.
Przy
rozpuszczaniu każdej z nich mogą pojawiać się inne zjawiska, mogą też
pojawiać się wielkie duchowe moce i jeśli zaczniemy lgnąć do takich doświadczeń
i postrzegać je jako jakieś urzeczywistnienie to staną się one stanami
demonicznymi. Jak objaśnia Czcigodny Kanzen – demony to ludzie, którzy
bardzo mocno praktykowali i posiedli wielkie duchowe moce jednakże nie mając
odpowiednich wskazówek błędnie owe stany rozpoznali. Tak mocne doświadczenia
zmieniły ich całkowicie, acz nierozpoznawalnie dla nich samych. Ponoć wiele z
takich osób uważa się za urzeczywistnionych i nawet naucza innych samemu nie
będąc wolnym od bardzo silnych pragnień.
Tak,
więc zjawiska pojawiające się podczas medytacji należy ignorować i co najwyżej
opowiedzieć o nich swemu mistrzowi duchowemu. Prawdziwa praktyka następuje wówczas,
gdy będziemy wolni od lgnięcia do formy koloru czy dźwięku.
Od starożytnych czasów, byli ludzie, którzy słuchali tych o ograniczonej wiedzy lub widzieli małych ludzi. Większość z nich, spadło w przepaść sławy i zysku, tracąc na zawsze życie Drogi Buddhy. Jest to bolesne i godne pożałowania, nie wolno wam nigdy o tym zapominać. Nawet, jeśli czytałeś cudowne sutry zawierające chwilowe lub prawdziwe nauki, nawet jeśli przekazałeś jawne lub tajemne nauki, tak długo jak nie porzucisz pragnienia sławy i zysku, to nie można powiedzieć, że obudziłeś w sobie Bodhicittę.
Gdy
ktoś naprawdę mocno praktykuje nie posiadając wystarczającej do tego wiedzy
i wskazówek to bardzo łatwo może wpaść w pułapkę tzw. demonicznych stanów.
Te stany pojawiają się po błędnym rozpoznaniu zjawisk pojawiających się w
stanie samadhi, gdy jaźń „ja” nie została jeszcze wykorzeniona i
lgnie do owych zjawisk uznając je za jakieś „urzeczywistnienie”.
Po takich doświadczeniach człowiek nie tylko, że niczego pożytecznego nie
osiągnął to jeszcze potęgują się jego samsaryczne tendencje zwłaszcza
najsilniejsze - pożądanie sławy i zysku. Niestety zdarza się, że ludzie, którym
wydaje się, że urzeczywistnili w ten sposób naturę Buddy zaczynają nauczać
innych i tym samym wprowadzają ich w błąd, czyli nie tylko nie pomagają, ale
rzucają przeszkody na drogę. To zupełnie tak jak w powiedzeniu o ślepcu, który
prowadzi kulawego...
Dogen
naucza, że dopóki nie zniknie jaźń „ja”, która przez swe poglądy
i pragnienia wypacza nauki dharmy nie może być mowy o jej prawidłowym
nauczaniu i prawidłowej praktyce.
Jeśli
komuś zdaje się, że coś osiągnął to powinien zadać sobie pytanie,
– kto osiągnął? I co? Jeśli jest ów ktoś i coś, co zostaje osiągane
to tak naprawdę nie ma żadnego osiągnięcia. Każdy powinien bez ustanku badać
swoją motywację czy przypadkiem nie jest skalana pragnieniem sławy i zysku,
bo dopóki istnieją w umyśle takie tendencje to nie ma w nim miejsca na
Bodhicittę.
Dla
pełnego obrazu dodam jeszcze, że owa sława to nie tylko taka jak ta
popularyzowana w mediach, sława oznacza też „dobre imię”, nasze
pragnienie bycia akceptowanym, pochwalanym i zauważanym. Te pragnienia wyrażać
się mogą w bardzo niewinny sposób a to przez modne ubranko, ładny makijaż,
nowy samochodzik, którym z szykiem zajeżdżamy pod supermarket, a potem pod
same drzwi domu tak by wszyscy sąsiedzi zauważyli. Ja też pewnie piszę to
dla chwały i sławy, ale na szczęście w tym momencie nie wymyślam niczego własnego
a staram się przekazać słowa kogoś, kto wie, o czym mówi.
Są ludzie, którzy mówią: „Bodhicitta jest Nieprześcignionym Prawdziwym Przebudzonym Umysłem, który nie może być związany ze sławą i zyskiem”. Inni mówią: „Jest to umysł, który postrzega i rozumie trzy tysiące światów”. Inni mówią, że to jest jedna myśl bramy Dharmy nie narodzin, a jeszcze inni mówią, że jest to umysł, który wkracza w Buddhadhatu – Świat Buddhy. Ci, co utrzymują takie poglądy, nie wiedzą jeszcze, czym jest Bodhicitta. Pośrodku Drogi Buddhy są od niej daleko. Spójrz na swój własny, zwykły umysł jaźni – ja, sławy i zysku. Czy ma znamiona natury trzech tysięcy światów w [postrzeganych w] jednej myśli, czy nie? Czy przebudził się do bramy Dharmy, gdzie nie powstaje ani jedna myśl, czy nie? Wypełniają go tylko złudne myśli, pełne chciwości do sławy i miłości do zysku, nie ma tam Oświecenia – Bodhi, ani Umysłu Drogi, nieprawdaż?
O
Bodhicittcie można wiele mówić, ale dopóki nie urzeczywistnimy jej ciałem i
umysłem to wszystko to będzie jedynie błędnymi poglądami produkowanymi
przez jaźń „ja” pragnącą sławy i zysku. Dopóki nie postrzegamy
nietrwałości tego świata dopóty istnieć będzie lgnięcie do niego i tym
samym pożądanie, zwłaszcza to najsilniejsze – sławy, władzy i zysku.
Dopóki istnieje pożądanie oznacza to, że istnieje też jaźń
„ja” a w tym momencie nie można mówić o Bodhicittcie.
Dogen
cały czas radzi by spokojnie badać własną motywację oraz by sprawdzać czy
faktycznie nasz umysł jest taki jak opisują go ci, którzy z taką gorliwością
opowiadają o Bodhicittcie.
W starożytności byli święci ludzie, którzy osiągnęli Drogę i osiągnęli Dharmę, dzięki podobnym kurzowi upaya, ale nie mieli przeszkadzających myśli o sławie i zysku. Nie chwytali nawet Dharmy, jak mogliby chwytać świat?
Bodhicitta,
o której mówię, jest umysłem postrzegającym nietrwałość, jak powiedziałem
wcześniej i jest to pierwsza rzecz. Jest to czymś zupełnie innym, od tego, co
mówią szaleńcy. Nie-narodzenie myśli i cechy trzech tysięcy światów są
cudownymi praktykami po przebudzeniu Bodhicitty! Jak można być tak
pomieszanym? Po prostu zapomnij jaźń ja i praktykuj w ciszy i w tajemnicy,
stając się bardzo blisko z Bodhicittą.
Dogen
znowu podkreśla, że Bodhicitta pojawia się w momencie doświadczenia nietrwałości.
To proste, jeśli nie doświadczyliśmy tego, że wszystko jest nietrwałe i
przynosi tylko cierpienie, jeśli nie odczuwamy tego cały czas, jeśli nie
porzuciliśmy naszego lgnięcia do zewnętrznego świata to wszystko, co myślimy
o Bodhicittcie jest bzdurnym wymysłem naszego lub innego „ja”. Przy
okazji dostajemy dobrą radę, mianowicie taką, że nasza praktyka powinna
odbywać się nie w celu osiągnięcia jakiejś gratyfikacji, ale dla samej
praktyki i by nie być wystawionym na „pokuszenie” powinniśmy nie
obnosić się z naszym buddyzmem i praktyką, którą wykonujemy nie będzie
wtedy okazji do chwalenia się osiągnięciami, do zbierania pochwał nie będziemy
sobie przysparzać popularności naszymi wysiłkami na buddyjskim poletku.
Sześćdziesiąt dwa poglądy oparte są pierwotnie na jaźni. Jeśli pojawi się pogląd jaźni ja, usiądź w spokoju i obserwuj. Teraz, w tym momencie, co jest podstawą, na której opiera się fizyczne ciało z wewnętrznymi i zewnętrznymi rzeczami? Fizyczne ciało, włosy i skórę otrzymałeś od ojca i matki w postaci dwóch kropli, czerwonej i białej, ale od początku do końca są one puste, pozbawione ja.
Umysł,
świadomość i postrzeganie pętają wieczne życie, wchodzący i wychodzący
oddech, czym to ostatecznie jest? Dlatego jaźń ja nie istnieje. Nie ma niczego
do czego można się przywiązać. Tkwiący w złudzeniu są przywiązani, oświeceni
są oddzieleni. Jednakże mierzysz jaźń, która jest nie-jaźnią i przywiązany
jesteś do narodzin, które są nie–narodzinami, nie praktykujesz tego, co
powinieneś praktykować – Drogi Buddhy, nie odcinasz to, co powinieneś
odciąć – naturę świata, w ten sposób, nienawidzisz Prawdziwej Dharmy
i szukasz złudnej dharmy. Ach! Czyż nie jesteś pomieszany?!
Błędne
poglądy oparte są na jaźni „ja”, jeśli się, więc pojawią to
Dogen poleca stosować analizę – poszukiwać w sobie owej jaźni. Co nią
jest? Ręka, noga, głowa? Co jest podstawą fizycznego ciała i czy jest w tym
jakaś jaźń? Można cofnąć się do zupełnie elementarnych i pierwotnych składników,
do plemnika i jajeczka, a jeśli ktoś chce to i do kodu genetycznego tak
obecnie modnego:) czy w tym kodzie jest zawarte jakieś „ja”? Czy też
są to tylko elementarne informacje o planie budowy i działania organizmu żywego?
To
umysł, świadomość i postrzeganie pospołu stwarzają złudzenie istnienia
jakiegoś osobnego „ja”, niestety owo „ja” jest naszym
więzieniem, w którym widzimy tylko mury i czasami jakiś promyk światła w
szparze pod drzwiami.
Jedynym
sposobem wydostania się z takiego złudnego, stworzonego przez nas samych więzienia
jest odkrycie... że nas w nim nie ma.
Możemy
sprawdzać, czym jesteśmy obserwując oddech – to jest druga rada Dogena
Zenji – gdzie w procesie wdechu i wydechu jest nasza jaźń. Takie
praktyki osłabiają nasze ego i pozwalają widzieć coraz jaśniej tak, jakby
gliniane mury więzienia rozpuszczał wiosenny deszcz.
Jeśli nie zastosujemy wskazówek w praktyce i nie odetniemy się od naszych błędnych poglądów na temat świata, od naszego lgnięcia do owego świata, które swą podstawę ma właśnie w błędnych poglądach (To właśnie Dogen miał na myśli mówiąc o naturze świata), wtedy prawdziwa Dharma zanika zastąpiona przez zwykły umysł. W takim przypadku praktyka będzie tylko oszukiwaniem samego siebie, zwykłym pomieszaniem.
2. Potrzeba
praktyki i nauki po usłyszeniu i ujrzeniu Prawdziwej Dharmy
Jeśli zostanie
ofiarowane jedno słowo lojalnego poddanego, to ma ono moc wielokrotnego obrócenia
Niebios. Kiedy Buddhowie i Patriarchowie ofiarowują jedno słowo, nie ma człowieka,
którego umysł nie został by zmieniony. Jeśli nie jesteś mądrym, oświeconym
władcą, to nie zaakceptujesz lojalnych słów. Jeśli nie jesteś wyjątkowym
[uczniem], to nie zaakceptujesz słów Buddhy. Jeśli twój umysł się nie
zmieni, nie odetniesz płynącego strumienia narodzin i śmierci. Podobnie, jeśli
nie potrafisz zaakceptować lojalnych słów, nie będziesz mógł rządzić
krajem i zastosować polityki, która przynosi cnotę zasługi.
Dogen
posłużył się tutaj przykładem króla którego rządy przynoszą cnotę zasługi.
Cnota owa jest oparta na współczuciu i mądrości, która obejmuje potrzeby
wszystkich obywateli w państwie nie tylko jakiejś klasy uprzywilejowanej.
Mądry
król jest w stanie przyjąć radę od każdego, nawet prostego poddanego i jeśli
uzna, że owa rada jest słuszna i mądra to potrafi ją wziąć pod uwagę i
niezwłocznie zastosować w praktyce.
Podobnie
z naukami Buddy, słuchając ich (nawet tych podstawowych jak Cztery Szlachetne
Prawdy) uczeń w miarę wrażliwy i inteligentny zauważy ich wagę, słuszność
i pożytek z nich płynący. Zauważywszy to zastosowałby natychmiast w
praktyce by przynieść pożytek sobie i innym. Jednakże w większości
przypadków tak się nie dzieje. Tak jak pisał Dogen tylko wyjątkowi uczniowie
są w stanie zastosować usłyszane nauki w praktyce. Są to ci, którzy naprawdę
owe nauki zaakceptowali.
W
starożytnych Chinach czy Japonii prawdziwym powodem do dumy był raczej
szacunek osiągany dzięki przymiotom duchowym niż dzięki nagromadzonym
bogactwom (tyczyło się to też królów) i być może, dlatego wszelkie nauki
duchowe trafiały na podatny grunt. Dogen więc pisał, że nie ma człowieka,
którego umysłu nie zmieniłoby jedno słowo Buddów i Patriarchów. W naszych
czasach jest raczej odwrotnie i szacunek osiąga się dzięki bogactwu, władzy
i sile. Niestety jednak pogoń za władzą i bogactwem osłabia lub nawet
wyklucza możliwość wpływu nauk Buddów na nasz umysł. To, że nasze
pragnienie bogactwa i władzy nazywamy raczej walką o godziwe warunki życia
nie zmienia jednak jego istoty.
Jeśli
pod wpływem nauk Buddów nie zmienimy naszego systemu wartości to nie będziemy
tak naprawdę w stanie zastosować ich w praktyce, nie wyrwiemy się z samsary.
Podobnie, jeśli władca nie jest w stanie akceptować mądrych rad swych
poddanych to nie będzie mógł rządzić krajem i prowadzić polityki z pożytkiem
dla wszystkich obywateli.
3. Urzeczywistnienie Drogi Buddhy jest z
pewnością oparte o praktykę
Świeccy ludzie mówią: „Jeśli, ktoś się uczy, to w tym tkwi szczęście”. Buddha mówi: „Jeśli ktoś praktykuje, to w tym tkwi urzeczywistnienie”. Nie słyszałem o nikim, kto bez studiów osiągnął państwowy urząd, ani o nikim, kto bez praktyki osiągnął urzeczywistnienie.
Choć istnieje wiara,
Dharma oraz nagłe i stopniowe [urzeczywistnienie], z pewnością, jeśli
utrzymujemy praktykę, pojawi się oświecenie. Nawet, jeśli w studiowaniu
istnieje płytkość i głębia, oraz szybkość i powolność przyswajania, z
pewnością nagromadzona wiedza [na państwowych studiach], w efekcie pozwala
objąć urząd. Żadna z tych rzeczy nie zależy od tego czy król jest wspaniały,
czy nie oraz od tego czy niebiosa nam sprzyjają, czy nie.
By
prawidłowo odczytać sens tego tekstu należy przede wszystkim zrozumieć jak w
dawnych Chinach traktowane było państwo i urzędy państwowe, bowiem nasze
wyobrażenie tych instytucji odbiega znacznie od tego jak pojmowane były one w
starożytności.
Takie
słowa jak państwo, polityka, urzędnik raczej nie kojarzą się nam zbyt
pozytywnie w przeciwieństwie do starożytnych Chin czy Japonii gdzie były to
raczej wartości duchowe. Państwo i służba dla państwa pojmowana była w
kategoriach duchowych a urzędnicy państwowi cieszyli się ogromnym poważaniem
ze względu na swe duchowe przymioty takie jak mądrość, współczucie, obowiązkowość,
honor.
Zupełnie
inaczej odczytuje ten tekst Japończyk, bowiem japońskie słowo „urząd”
ma do dziś wiele pozytywnych znaczeń takich jak dobre szczęście, dobry los,
przeznaczenie. Dla japończyka słowo urzędnik państwowy oznacza bardzo wysoką
pozycję o bardzo wysokim stopniu zaufania publicznego, oznacza osobę o
nienagannej moralności, pewien ideał moralności, czyli zupełnie odwrotnie niż
w naszym kraju.
Służba
dla państwa, czyli dla obywateli była najwyższym zaszczytem, którego chętni
mogli dostąpić dopiero po latach studiów, które były jednocześnie moralnym
ćwiczeniem charakteru, bowiem wykładano na nich nie tylko sprawy praktyczne,
ale przede wszystkim etykę i zasady państwa etycznego. Urzędnikiem mógł
zostać każdy, kto zdał trudne egzaminy i mógł wykazać się nieposzlakowaną
opinią i tylko studia oraz owe egzaminy dawały dostęp do urzędów państwowych.
Ktoś zdolny, mądry i szlachetny mógł zostać nawet pierwszym ministrem
niezależnie od swego pochodzenia. Objęcie stanowiska nie zależało od wspaniałomyślności
króla od poparcia znajomych, rodziny czy innych znajomości, nie miały też na
to wielkiego wpływu zasługi w innych dziedzinach. Taki Pan Wałęsa niezależnie
od tego jak bardzo by się zasłużył nie mógłby objąć żadnego urzędu
(nie mówiąc już o władzy nad państwem) bez długich studiów i egzaminów różnych
stopni.
Analogicznie
w buddyzmie, jeśli ktoś naprawdę i z całych sił praktykuje to prędzej czy
później na pewno osiągnie urzeczywistnienie, sama praktyka zawiera je, bowiem
w sobie. Aby osiągnąć oświecenie nie wystarczy sama wiara czy znajomość różnych
nauk, ale z pewnością jest zależne od naszej praktyki. Tylko nasza własna
praktyka daje gwarancję urzeczywistnienia, nie jest ono zależne od niczego
innego.
Jeśli, państwowa pozycja może zostać osiągnięta bez studiów, kto mógłby przekazać metody, dzięki którym poprzedni władcy z powodzeniem rządzili krajem? Jeśli urzeczywistnienie mogłoby być osiągnięte bez praktyki, kto mógłby zrozumieć nauki Tathagaty, rozróżniając dharmę złudzenia i Dharmę oświecenia? Zrozum, że choć praktykujesz w świecie złudzeń, oświecenie już wcześniej istnieje. Wówczas po raz pierwszy zrozumiesz, że łodzie i tratwy są jedynie wczorajszym snem i będziesz w stanie odciąć stare opinie wisterii i węży. To nie jest działanie mocy Buddhy, to jest dzięki dobrym okolicznościom.
Zaangażowanie w
praktykę jest miejscem oświecenia. Skarb twojego domu nie przychodzi z zewnątrz.
Miejsce użycia oświecenia jest praktyką, to jest miejsce ziemi [podstawy]
umysłu, czyż nie powinno się tego odwrócić?! Dlatego, jeśli zwrócisz oświecone
oko na ziemię [podstawę] praktyki, nie będzie żadnego zaciemnionego oka, i
jeśli byś na to spojrzał, to tak jakbyś widział białe obłoki przez dziesięć
tysięcy mil.
Jeśli spotykają się
stopy praktyki i celują w stopnie oświecenia, wtedy nawet jeden pyłek kurzu
nie pojawi się na stopach. Jeśli mógłbyś stanąć na jednym pyłku kurzu, wówczas
pojawiłaby się przepaść, jak między niebem, a ziemią. Jeśli w tym miejscu
się cofniesz zadziwisz ziemię Buddhy.
Ciąg dalszy nastąpi...