|
Strona
główna Książka
Wprowadzenie
do buddyzmu Teksty buddyjskie Medytacje Mantry mp3 Galeria buddyjska Linki Słownik
buddyjski Ośrodki
buddyjskie Listy
dyskusyjne Mantra Koany
zen Święta
buddyjskie Polecane
książki Buddyjskie
FAQ Kontakt
Wszystko czego dokonała i o czym rozważała rasa ludzka dotyczy
zaspokojenia głęboko odczuwanych potrzeb oraz tonowania bólu. Trzeba o
tym pamiętać, kiedy stara się zrozumieć religijne ruchy i ich rozwój.
Chęci (odczucia) i tęsknoty są głównymi siłami stojącymi za ludzkim
wysiłkiem i kreatywnością, niezależnie od tego w jak egzaltowany sposób
później zostało to uzasadnione. Czym zatem są te odczucia i potrzeby, które
kierują człowieka ku myśli religijnej i wierze w szerokim rozumieniu
znaczenia tych słów? Odrobina namysłu wystarczy aby stwierdzić, że
bardzo różnorodne emocje leżą u podstaw powstanie religijnej myśli i doświadczenia.
U pierwotnego człowieka ponad wszystko to lęk powoduje religijne wyobrażenia
– lęk przed głodem, dzikimi bestiami, chorobą i śmiercią. Na tym
poziomie egzystencji zrozumienie przyczynowych skutków jest raczej słabo
rozwinięte. Ludzki umysł tworzy iluzoryczne istoty bardziej lub mniej
analogiczne do nas samych, od których woli i działania te budzące lęk
zjawiska zależą. Ten człowiek stara się zapewnić sobie przychylność
tych istot odprawiając ofiary poświęcenia, które zgodnie z tradycją
przekazywano z generacji na generację, zjednując ich stosunek do śmiertelnych.
W tym sensie mówię o religii lęku. Ten lęk, choć nie stworzony, był w
istotnym stopniu stabilizowany przez formację kasty kapłańskiej, która
stawiała siebie w roli mediatora pomiędzy ludźmi i istotami, których się
obawiano. Na tej podstawie warstwa ta ustanowiła swoja hegemonię. W wielu
przypadkach przewodnik lub władca czy uprzywilejowana klasa, której
pozycja opierała się na innych czynnikach będących kombinacją funkcji
kapłańskiej i świeckiej władzy tak aby tej drugiej zapewnić więcej
bezpieczeństwa, lub jeszcze inni polityczni władcy czy warstwy kapłańskie
działali razem na rzecz swoich własnych interesów. Społeczne impulsy są
jeszcze innym źródłem krystalizowania się religii. Ojcowie i matki i
liderzy większych społeczności ludzkich są śmiertelni i omylni.
Potrzebują przewodnictwa, miłości i wsparcia co uzasadnia człowiekowi
formę społecznej i moralnej koncepcji Boga. To jest Bóg Troskliwy, który
chroni, rozporządza, nagradza i karze. To Bóg, który zgodnie z
ograniczeniami pojmowania kocha wierzących i dogląda życia plemienia lub
rasy ludzkiej, lub nawet samego życia w sobie, ten który przynosi ulgę w
troskach i zaspokajaniu pragnień, ten który chroni dusze od śmierci. To
jest społeczna i moralna koncepcja Boga.
Hebrajskie pisma w godny podziwu sposób ilustrują rozwój religii leku ku
religii moralnej, rozwój kontynuowany w Nowym Testamencie. Religie
wszystkich cywilizowanych ludów, szczególnie ludów Wschodu, były
pierwotnie religiami moralnymi. Rozwój z poziomu religii lęku do religii
moralnej jest wielkim krokiem w życiu ludzi. Musimy być świadomi jednak,
że twierdzenie, iż pierwotne religie bazują na lęku a religie
cywilizowane na moralności jest przesądem. Prawda jest taka, że wszystkie
religie są różnorodną mieszanką tych dwóch typów, wraz z tym rozróżnieniem,
że na wyższych poziomach społecznego życia religia moralności przeważa.
Wspólnym dla nich wszystkich jest antropomorficzny charakter koncepcji
Boga. Jedynie jednostki o rzadkich cechach i szczególnie wysublimowane społeczności
osiągnęły jakiekolwiek wyższe poziomy. Istnieje jeszcze trzeci etap
religijnego doświadczenia, który można znaleźć pośród wielu tradycji,
choć rzadko spotykany w czystej formie: będę nazywał go religią
kosmicznego uniesienia (doświadczenia). Trudno wyjaśnić to uczucie komuś
kto jest go całkowicie pozbawiony szczególnie dlatego, że tam nie ma żadnej
idei, która mogłaby odpowiadać antropomorficznej koncepcji Boga.
Jednostka taka odczuwa zbędność pożądań i miałkość ludzkich celów
a z drugiej strony subtelność i wspaniałość porządku, który odkrywa w
naturze i w świecie myśli. Jednostkowe istnienie jest dla niego rodzajem
więzienia a on chce doświadczać świata jako pojedynczo znacząca całość.
Początki religii doświadczenia kosmicznego uniesienia już pojawiła się
na wczesnym etapie rozwoju w wielu Psalmach Dawida i u niektórych proroków.
Buddyzm taki jaki mieliśmy okazję poznać z cudownych pism Schopenhauera
zawiera najwięcej z tych elementów. Religijny geniusz wszystkich wieków
wyróżnia ten rodzaj religijnego doświadczenia, który w swoich wyobrażeniach
nie zna dogmatyzmu i Boga, tak że nie powstał żaden kościół na bazie
którego istniałyby jakieś zasadnicze nauki. A zatem to pośród heretyków,
którzy pojawili się na przestrzeni wieków możemy znaleźć ludzi, którzy
czuli ten najwyższy rodzaj religijności a przez wielu im współczesnych
byli postrzegani jako ateiści, a czasami jako święci. Popatrzmy w tym świetle
na takie postacie jak: Demokryt, Franciszek z Asyżu czy Spinoza, którzy są
sobie podobni.
Jak zatem to doświadczenie kosmicznego uniesienia może być przekazane
drugiemu, jeśli w jego ramach nie powstała żadna definicja Boga czy
teologia? Z mojego punktu widzenia, najważniejszą rolą sztuki i nauki to
budzenie tego uczucia i podtrzymanie go wśród tych, którzy są zdolni je
odczuwać.
Tutaj dochodzimy do relacji religii i nauki na sposób różny do zwyczajowo
przyjętego. Jeśli podejść do zagadnienia historycznie, wtedy będziemy
postrzegać naukę i religią jako nieprzejednanych antagonistów z kilku
oczywistych powodów. Człowiek, który jest gruntownie przekonany o
uniwersalnym prawie przyczyny nie może nawet na moment przyjąć idei
istoty, która wpływa na bieg wypadków – pod warunkiem oczywiście, ze
traktuje hipotezę przyczynowości naprawdę serio. Nie będzie miał pożytku
również z koncepcji religii lęku i równie mało z jej społecznej czy
moralnej formy. Bóg, który nagradza i karze jest dla niego trudny do pojęcia
z prostego powodu, a mianowicie takiego, że ludzkie działanie jest
determinowane przez jakąś konieczność, zewnętrzną lub wewnętrzną. A
zatem w oczach Boga człowiek nie może odpowiadać za swoje czyny, a
przynajmniej nie bardziej niż nieporuszony obiekt jest odpowiedzialny za
ruch, któremu podlega. Dlatego też nauka jest obwiniana za podkopywanie
moralności, ale ten osąd jest całkowicie niesprawiedliwy. Etyczne
zachowanie człowieka powinno być oparte skutecznie na współczuciu,
edukacji i społecznych więzach i potrzebach, nie ma tutaj żadnej potrzeby
religijnej. To wątpliwa ścieżka oparta wyłącznie na leku przed karą
czy nadzieją na nagrodę po śmierci. W takim świetle łatwiej dostrzec
dlaczego kościoły zawsze walczyły z nauką i prześladowały oddanie dla
niej. Z drugiej strony jestem przekonany, że to doświadczenie kosmicznego
uniesienia jest najmocniejszym i najszlachetniejszym motywem naukowego
badania. Jedynie ci, którzy wkładają tak olbrzymi wysiłek i przejawiają
tego rodzaju oddanie, bez którego pionierska praca w naukach teoretycznych
nie dokonałaby się, są zdolni skupić moc swoich emocji na swojej
samotnej pracy, tak różnej od otaczającej rzeczywistości. Co za głębokie
przekonanie o racjonalności wszechświata i cóż za tęsknota za
zrozumieniem, gdzie oprócz słabej refleksji zauważanej pośród umysłów
im współczesnych, tłumaczyłoby Keplera i Newtona z lat spędzonych na
samotnej pracy w formułowaniu zasad mechaniki gwiezdnej! Ci których
znajomość procesu naukowych badań pochodzi głównie z jej praktycznych
rezultatów, łatwo rozwijają całkowicie błędne pojęcie o mentalności
ludzi, którzy otoczeni przez sceptyczny świat, pokazują drogę dla
pokrewnych dusz rozrzuconych po świecie i żyjących w różnych czasach.
Jedynie ten kto poświęcił swoje życie podobnym celom może jasno zobaczyć
co tymi ludźmi powodowało i co dawało im siłę aby wytrwać przy swoich
celach niezależnie od liczby poniesionych porażek. To doświadczenie
kosmicznego uniesienia dawało im moc. Współcześni mawiają, nie bez
racji, że w tym materialistycznym wieku jedynymi głęboko wierzącymi są
naukowcy.
(Artykuł ten ukazał się w New York Times Magazines 9 listopada 1930 r.
str 1-4. Był przedrukowany w Ideas and Opinions, Crown Publishing, 1954
str. 36-40. Potem pojawił się w książce Einsteina “The World as I See
it”, Philosophical Library, New York. 1949 str. 24-28).
Czytaj
też:
Albert
Einstein - O nauce, filozofii i religii
Rene
Staritzbichler - Współczesna
fizyka, a buddyzm.
tłum. Piotr Wasyl
Źródło:
http://dzogczen.budda.pl
Więcej
artykułów o podobnej tematyce na stronie:
http://dzogczen.budda.pl/garuda/Biuletyn/Garuda%20nr%2014/
Archiwum
wiadomości 2008
rok | 2007
rok | 2006 rok
|
|